Wychodzenie z domu z dzieckiem… jak to zrobić na czas i bezboleśnie?

Jedno z pierwszych porannych wyzwań – wyjść na czas z domu, żeby zdążyć do pracy, do przedszkola, do szkoły…  Dziecko się nie spieszy/ dziś akurat nie chce mu się ubierać / jeść śniadania / w ogóle wychodzić (niepotrzebne skreślić).

Co robić? Jak sprawić, żeby poranki nie kojarzyły się z ociąganiem, pokrzykiwaniem, frustracją?

Mamo, a po co?

My nerwowo zerkamy na zegarek, wydajemy kolejne polecenia: ubierz się! Jedz śniadanie! Myj zęby!  Dziecko grzebie z misce z zupą mleczną, 3 razy nakłada pastę na szczoteczkę, zagapia się w okno, postanawia się jeszcze pobawić… Może czuje się jak podwładny, który nie rozumie po co to wszystko i stosuje bierny opór…

Może porozmawiać dlaczego musimy wyjść o ustalonej porze? Jest szansa, że dziecko będzie lepiej współpracować, kiedy zrozumie, dlaczego chcemy być w pracy na czas. Kiedy razem ustalimy ile czasu potrzebujemy na poranne przygotowania, może łatwiej będzie uczniowi nastawić sobie budzik, wstać i przygotować się do szkoły?

Kto zapamięta to wszystko?

Dobre chęci to połowa sukcesu, a co z resztą? Dziecko chce zdążyć, ale zapomina o myciu zębów, kanapkach do szkoły, czapce zimą… Ustalmy co rano trzeba zrobić przed wyjściem - razem stwórzmy listę pisaną, albo rysunkową (jeśli mamy przedszkolaka).  Można ją powiesić na lodówce i dać dziecku szansę na większą odpowiedzialność, rozwijanie samodzielności, tworzenie dobrych nawyków.

Kiedy mamy już listę – przypominajmy o niej, ale nie o zadaniach, które zawiera. Dziecko będzie bardziej chętne do ich wykonywania, jeśli to ono je podejmuje, a my doceniamy wysiłek.


To wszystko tak długo trwa….

Pościelić łóżko, wybrać ubranie, ubrać się, zjeść śniadanie, zrobić kanapki, wziąć tornister, oj! nie spakowany! A jeszcze trzeba było na dziś przynieść zieloną krepinę do szkoły! I tak dalej i tym podobne…

                Można wstawać o 5 rano,  ale można też już wieczorem pakować tornister, szykować ubranie… O właśnie, ubranie zasługuje na osobny akapit.

Ubieranie…

Już przedszkolak może najpierw z pomocą rodzica, potem coraz bardziej samodzielnie przygotować sobie ubranie na następny dzień, wieczorem poprzedniego dnia. Nie będzie porannych marudzeń – ja tego nie założę, to mi się nie podoba, jest niewygodne itd.

Ustalamy z dzieckiem, że może wybrać co chce, rodzic jedynie ocenia, czy jest to odpowiednie do pogody. Kwestię kolorystyki, dopasowania wzorków itp. zostawiamy na czas, kiedy dziecko już będzie potrafiło przygotować sobie strój, składający się z odpowiednich części garderoby i będzie mniej więcej trafiać w pogodę (np. nie przygotuje krótkiej spódniczki bez rajstop zimą – „bo Ania taką wczoraj miała, a rajstopy drapią”).

Rano dziecko nawet całkiem małe ubiera się jak najbardziej samodzielnie w to co wybrało. Będzie z siebie dumne, że potrafi. Warto oczywiście się zachwycić „sama założyłaś bluzkę i rajstopy! To się nazywa samodzielność”. Nie wyręczamy dziecka, pomagamy mu np. przytrzymując rękawy, potem już tylko podpowiadamy co gdzie złapać, a dalej… dążymy do tego, aby dziecko ubierało się już całkiem samo, w przygotowane przez siebie ubrania, bez naszego przypominania i instrukcji.

Do tego jeszcze spora doza rodzicielskiej wytrwałości, stanowczości, pomysłowości i innych -ości i sukces gwarantowany J

A może ktoś próbował zupełnie inaczej i też działa? Czekam na komentarze.