Samodzielność – jak i po co?

Kiedy dać wolną rękę i w czym? Czekać, aż będzie się domagało, czy samemu powoli ustępować pola? A może wyręczać, kiedy woła "ja sama!" i nie chce naszej pomocy przy ubieraniu? Sami zrobimy to szybciej, dokładniej, a czas leci, do pracy spóźnić się  nie chcemy....

Pewnie nie wszyscy stawiamy sobie te pytania, często reagujemy odruchowo...ale ... prędzej czy później, w różnym zakresie wszystkie dzieci po samodzielność sięgają...

Zaczyna się bardzo wcześnie od: "ja sam" i pierwszych prób radzenia sobie samemu. Dziecko próbuje się ubierać, jeść palcami, łyżką. Na początku niezgrabnie. Brudzi siebie, stół, podłogę, mamę... Można wyręczać, wycierać co chwilę zachlapaną zupą buzię, ale można też dać  dziecku szansę. 
Jeśli będzie próbować, to wkrótce, brudząc wokół okropnie, wymiesza pierwsze w życiu ciasto na naleśniki. I jaka będzie radość! Jakie poczucie, że potrafię, dam radę, warto się starać!
A mąka na podłodze? Podpowiedzmy co z nią zrobić, a i z tym dziecko sobie poradzi. Nie od razu idealnie, ale trening czyni mistrza. 

Do dziś pamiętam mączny pył unoszący się w powietrzu, kiedy mój synek, robił swoje pierwsze w życiu ciasto drożdżowe. Miał wtedy jakieś 4 lata. Musiałam wyjść z kuchni, żeby nie patrzeć jak mąka pokrywa stopniowo podłogę, meble i synka. Ale warto było. Eksperymenty, nie tylko kuchenne, weszły mu w krew. Nie każdy się udaje, ale on mimo to nie boi się próbować. Sam robi kanapki do szkoły, szykuje nam pyszne śniadania w weekendy i robi już nie tylko drożdżowce :-)

Jeśli dziecko ciągle wyręczamy, to nigdy się nie nauczy. Nie damy mu na to szansy. Kiedyś nie raz słyszałyśmy: "jak się nie przewróci to się nie nauczy". To nadal działa...Niech się więc przewracają, wysypują mąkę, brudzą buzię, zapinają krzywo bluzki. Niech próbują... 

W przedszkolu czasem słyszymy: "nie potrafię", "nie umiem", "pomóż mi" i to nie tylko wtedy, kiedy trzeba się ubrać przed spacerem, albo czynność faktycznie może przerastać możliwości dziecka. Dzieje się tak przy rysowaniu, nakładaniu pasty na szczotkę, składaniu kółek origami, otwieraniu jogurtu. Czasem czynność jest nowa, innym razem jest to coś, czego dziecko już nie raz mogło spróbować i bez problemu się nauczyć. Jednak nie chce / nie umie / nie miało szansy? Czeka, aż ktoś zrobi to za nie. Kiedy nie robi, na początku jest zdziwienie, potem złość, frustracja...Różnie. Podpowiedzi jak sobie poradzić nie zawsze trafiają na podatny grunt. Jednak szybciej lub wolniej pojawiają się próby, a po nich sukcesy (te już raczej szybciej). Za sukcesami szybciutko zjawia się radość, poczucie sprawstwa. Pomagamy mu słowem, np. "widzę, że udało Ci się otworzyć jogurt. Próbowałeś i udało się!" 

Czasem trzeba przeczekać niechęć dziecka do wysiłku, przeciąganie, marudzenie... Ale warto. Dla niego. Dla jego samodzielności. Dla przyszłego pozytywnego podejścia do wyzwań. 
Wymaga to trochę czasu, czasem wyjścia do drugiego pokoju, czasem przymknięcia oka na brak precyzji. Myśl o jego przyszłości, o tym, że nie oni są dla nas (żebyśmy czuli się potrzebni), ale my dla nich (żeby mogli się od nas uniezależnić, wyrosnąć na szczęśliwych, silnych ludzi) pomaga. Mi. Czasem :-)