Problemy w przedszkolu / szkole…

Dziecko wraca z przedszkola / szkoły z problemem:
  • Janek mnie bije,
  • Kasia się ze mnie śmieje,
  • Zuzia nie chce się ze mną bawić,
  • pani Danusia nie pozwoliła mi rysować z dziećmi,
  • pani od matematyki się na mnie "uwzięła" itd.

Czasem mamy ochotę od razu pójść do przedszkola / szkoły i powiedzieć co o tym myślimy. Często dopytujemy dziecko o szczegóły, czasem bagatelizujemy... Działamy na zasadzie odruchu, nawykowo, powtarzamy wyuczone we własnym dzieciństwie schematy, skuteczne bardziej lub mniej...
Chcemy pomóc, nie chcemy, aby nasze dziecko cierpiało, żeby było mu przykro....
Jak reagować w takich sytuacjach? Czy dzieci powinny poradzić sobie same? Czy podpowiadać im rozwiązania? Załatwić wszystko samemu? Dopytywać nauczycieli?



Kiedy dziecko mówi, że coś źle poszło, zacznijmy od aktywnego słuchania, okażmy zainteresowanie, ale nie przerywajmy, nie dopytujmy, nie sugerujmy odpowiedzi pytaniami np. "czy inne dzieci też Cię biją?". Więcej podpowiedzi na ten temat np. w książce "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały..." Faber, Mazlich. Możemy nazwać uczucia i podsumować wypowiedzi dziecka "ta sytuacja Cię zdenerwowała" albo "myślisz, że Krzyś nie lubi się z Tobą bawić".

Kiedy pierwszy raz mówiłam tak do mojej córki czułam się dziwnie. Sztucznie. Jakbym mówiła cudzymi słowami, ale o dziwo to "zaklęcie" działało. Im częściej używałam opisywania rzeczywistości, wsłuchiwałam się w uczucia dziecka, tym stawało się to łatwiejsze, bardziej naturalne i spontaniczne. Efekty w  postaci lepszej komunikacji zachęcały do dalszych wysiłków. Powoli wchodziło mi to w krew i przypominajki na ścianach: "Nie oceniaj", "Opisz co widzisz", "Nie porównuj", "Focus na plus" nie były już tak niezbędne jak na początku.

Czasem samo wysłuchanie wystarczy. Kiedy nasza latorośl potrzebuje tylko zrozumienia, albo dzięki opowiedzeniu, ułoży sobie wszystko w głowie, ukoi emocje. Potem po "dramatycznych" wyznaniach, gdy już chcemy wziąć byka za rogi i zacząć doradzać, rozwiązywać z dzieckiem problem, ono spokojnie usypia. O właśnie! Wieczorem przed snem, to świetny czas na czytanie, ale też na rozmowę. Dziecko ma nas wtedy tylko dla siebie i mamy szansę dowiedzieć się co u niego słychać. Kiedy wyjeżdżam, nie ma mnie wieczorem w domu, albo nie zdążymy z obowiązkami i czas na wieczorny relaks gdzieś umknie, czuję się niedoinformowana. Nie wiem co słychać na bieżąco u moich dzieci. Opowieści w ciągu dnia, często przerywają różne zdarzenia, wątek gdzieś się gubi, emocje pozostają ukryte.

Jeśli dziecko nam się "wygadało" a mimo to jest nadal niespokojne, wraca do tematu lub historia się powtarza, zastanówmy się wspólnie nad rozwiązaniami. Zapytajmy co może zrobić w tej sytuacji. Możemy coś podpowiedzieć, jeśli młody człowiek chce nas słuchać. Jednak im bardziej będzie do rozwiązań dochodzić samodzielnie, tym będzie lepiej radzić sobie na bieżąco z kolejnymi wyzwaniami, jakie postawi przed nim życie.

Jeżeli pomimo rozmów, ustaleń, nadal się niepokoimy, warto pójść do szkoły / przedszkola i zapytać o co chodzi. Jak sytuację widzi nauczyciel. Często wersje dzieci, albo dziecka i nauczyciela bardzo się różnią. Postarajmy się poznać wszystkie i dopiero wtedy reagować. Jednak, jeśli zaczniemy do aktywnego słuchania, do szkoły nie będziemy musieli chodzić zbyt często.

Jako rodziców nie opuszcza nas marzenie, aby nasze dzieci były szczęśliwe. Rozwiązujemy problemy za nie, pocieszamy, kiedy przeżywają trudności, staramy się ułatwić im drogę przez życie.  
Próbujemy nie dopuszczać do sytuacji, w której będą przeżywały frustrację. Ostatnio na zajęciach o emocjach w przedszkolu jeden ze starszych chłopców opowiadał, jak był zazdrosny o różne rzeczy, które mieli koledzy. Na koniec dodał zadowolony:  "Ale już to wszystko mam. Rodzice mi kupili!"

Chęć uszczęśliwienia dziecka jest oczywiście znana wszystkim rodzicom. Jednak jeśli nie damy mu przeżyć frustracji teraz, to jak poradzi sobie z nią za kilka lat?