Odrabianie lekcji z dzieckiem – zło konieczne?

Nikt ze mną lekcji nie odrabiał.  Dostałam się jednak do wybranego liceum, skończyłam studia i radzę sobie jakoś w życiu, nawet całkiem dobrze. Mam też wrażenie, że większość współczesnych rodziców może powiedzieć o sobie to samo. Dziś sytuacja prac domowych wygląda inaczej. Wielu rodziców (nawet gimnazjalistów) poświęca wieczory na siedzenie z dziećmi nad książką.  Czy warto? A może zamiast wciąż sprawdzać wypracowania i słupki, możemy wykorzystać ten czas inaczej. Może nauczyć dzieci czegoś, czego nie da im szkoła?

Na pewno jako rodzice możemy kształtować postawę: nauka dla wiedzy, a nie dla ocen.  Większość szkół ma niestety zupełnie odwrotne podejście. Prześcigają się w rankingach, a dzieci są zachęcane do uczenia się dla stopni. Dzięki temu szkoła może powiedzieć, że dobrze uczy. Jednak jaki będzie pożytek z czerwonego paska, czy świetnie rozwiązywanych testów, jeśli dziecko nie potrafi myśleć, albo uczy się tylko, żeby zaliczyć. Jak to zmienić? Można spytać popołudniu: czego ciekawego się dzisiaj nauczyłeś? Podkreślać, że ważna jest wiedza, a nie oceny. Rozmawiać o tym, czego dziecko się uczy i do czego ta wiedza się może przydać, zamiast o tym jakie były oceny z klasówki i jaka jest średnia klasy. Takie podejście sprawi, że dziecko będzie się chętniej uczyło, a dobre oceny będą tylko efektem ubocznym.
Kiedy dziecko zaczyna przygodę ze szkołą warto:

  • nauczyć pakowania tornistra wieczorem poprzedniego dnia;
  • powiesić we wspólnie wybranym miejscu plan lekcji, tak, żeby maluch mógł sprawdzić co go jutro czeka i co warto spakować;
  • ustalić czas  odrabiania lekcji, np. po powrocie ze szkoły najpierw obiad, pół godziny zabawy potem lekcje;
  • zorganizować miejsce, w którym dziecko będzie pracować, gdzie nie będzie go rozpraszać biegające rodzeństwo, włączony telewizor, nie będzie miało pod ręką swojego tabletu;
  • na samym początku można asystować, sprawdzać czy zrobiło wszystko, pokazać jak to się robi i szybko się z tego wycofać,
  • tłumaczyć jeśli czegoś nie rozumie i naprawdę potrzebuje pomocy, 
  • nie poprawiać po dziecku literek, chwalić te, które dobrze wyszły;
  • dać  szansę na popełnienie paru błędów i nie wyręczać, wtedy samodzielność i poczucie kompetencji będzie rosło, a dziecko coraz lepiej i chętniej będzie radzić sobie z wyzwaniami;
  • nie siedzieć cały czas obok, być dostępnym w razie kryzysów;
  • dawać czas i uwagę poza czasem odrabiania lekcji, tak, żeby nie stały się one jedyną okazją do pobycia z rodzicem, bo wtedy "problemy w nauce" gotowe.
Później
  • warto pamiętać o tym, że zła ocena czy minus za brak linijki, mogą stać się dla dziecka świetną lekcją odpowiedzialności. Jeśli będziemy przed tym chronić i wciąż sami sprawdzać, czy wszystko jest dobrze zrobione, dziecko uzna, że szkoła to problem rodzica i to on ma się starać. Trudności są świetnym bodźcem do rozwoju, nie zabierajmy ich dzieciom. 
  •  uczyć jak się uczyć - jak robić notatki np. mapy myśli, jak powtarzać w cyklu, który sprzyja długotrwałemu zapamiętywaniu, jak zapamiętywać metodą skojarzeń;
  • monitorować oceny, rozmawiać z czego wynikają trudności - czy dziecko się nie uczy, czy nie rozumie jakiegoś zagadnienia, może ma za dużo obowiązków, albo odrabiając lekcje jednocześnie rozmawia ze znajomymi przez komputer.
 To tylko parę pomysłów, w naszym domu działają, a jak jest u Was?