Najlepszy prezent dla dziecka – refleksje poświąteczne.

Oj działo się, działo.... Święta, wyjazd, choinka, goście, czytanie, łyżwy, prezenty...

Przyglądam się dzieciom rozrywającym papiery w gwiazdki i renifery. Piszczą z radości. Z papieru wynurza się torba tropiciela.  Patrzę z przyjemnością i zdaję sobie sprawę, że nie pamiętam, co dostali w poprzednich latach. Została tylko ich radość.
No, może utkwił mi w pamięci pierwszy jeździk dla rocznej Niny, wielka hulajnoga, czy pierwsze łyżwy. Jednak to nie rzeczy przychodzą mi na myśl, kiedy wspominam święta.





Swoją drogą, z własnego dzieciństwa też wielu prezentów nie jestem sobie w stanie przypomnieć. A przecież czasy były znacznie uboższe i pod choinką było zdecydowanie skromniej.
Nasze dzieci pytane o wspomnienia świąteczne, mówią przede wszystkim o doświadczeniach. O pieczeniu pierniczków, mieleniu maku, ubieraniu choinki, spotkaniach z bliskimi. O prezentach też, ale już nie bardzo pamiętają co dostali dwa, czy trzy lata temu. Chyba samo oczekiwanie i późniejsza niespodzianka są najważniejsze. I jeszcze świadomość, że ktoś nas zna i o nas myśli. Bo czy może być inaczej, jeśli dostajemy książkę z naszej ulubionej serii, perfumy o zapachu peonii, którą tak lubimy, czy cokolwiek innego, co idealnie trafia w nasz gust.

Co zatem jest najlepszym prezentem dla dziecka? Co warto dać mu za rok? Na kolejną okazję?

Z rzeczy polecam prezent, który pokazuje, że znamy nasze dziecko. Wiemy co ono lubi, co sprawi mu frajdę. A w pakiecie to, co jeszcze ważniejsze: czas, żeby ten prezent razem "skonsumować". Pograć razem w planszówkę, pobudować z klocków, poczytać książkę. Być. Nie kupujmy rzeczy, które dzielą. Tablet dla każdego i... nic tylko zamknąć się we własnym pokoju.

Jedna z moich przyjaciółek, kiedy kończymy rozmowę przez telefon mówi "w kontakcie". I tak pozostańmy - w kontakcie ze sobą, ze swoimi dziećmi, bliskimi. Brzmi jak straszny truizm. Cóż... Mam wrażenie, że sprawy najważniejsze, możnaby streścić w kilku punktach. A i tak stosowanie się do nich nie przychodzi nam łatwo.

Ludzie na łożu śmierci podobno nie żałują, że za mało pracowali, mieli za stary samochód, czy za mały dom. Mówią, że gdyby mogli cofnąć czas, więcej by doświadczali i więcej czasu spędzaliby z bliskimi. My jeszcze go mamy. Jeszcze nasze dzieci chcą go z nami spędzać. Wykorzystajmy to, żeby nie żałować, kiedy już będzie za późno. Dajmy im swój czas nie tylko pod choinkę. Dawajmy im siebie codziennie, każdego dnia.