Magiczne recepty w wychowaniu

Kiedy zrezygnujemy z przemocy , a także kar i nagród, to co nam zostanie? Bezradność? Czy może jakaś magiczna recepta? Guzik, który wystarczy nacisnąć i już wszystko pójdzie zgodnie z planem?  Niestety. Magicznego guzika nie ma i być nie może. Każde dziecko jest inne i na dodatek wciąż się zmienia.
Rozwój człowieka jest jak wzrost drzewa. Nie wiemy jakie nasionko nam się trafiło, jaka pielęgnacja będzie najlepsza. Nie wiemy, kto z niego wyrośnie. Nie ma prostych recept, które działają w każdej sytuacji.
Ale... są wskazówki, które mogą pomóc. Jeśli będziemy je konsekwentnie stosować, nasze dziecko rozwinie się zgodnie ze swoimi potencjałem. Może jak to drzewo pod którym skryłam się z moją córką :-)

Zamiast recept - wskazówki.

1. Słuchaj.

Dobry kontakt to podstawa. Słuchajmy tak naprawdę, z chęcią zrozumienia, aktywnie, bez oceny. Dzięki temu nasze dziecko chętnie opowie nam o tym co czuje, co się wokół niego dzieje, z czym ma problem. Jeśli nie będziemy narzucać rozwiązań, może samo zapyta o nasze zdanie.

Słuchając i dając zrozumienie dajemy też dziecku szansę na samodzielne rozwiązanie problemu. Dzięki akceptacji emocje uspokajają się. Opowiedzenie o trudnościach umożliwia uporządkowanie myśli, spojrzenie na problem z dystansu i w konsekwencji często także znalezienie wyjścia.

Zmęczonemu trudnym zachowaniem dziecka rodzicowi, rozmowa też pomaga. Ludzie zachowują się tak, jak się czują. Dziecko, które się źle zachowuje ma jakiś powód. Dzięki rozmowie mamy szansę go odkryć. Jeśli to się uda i poradzimy sobie ze źródłem - trudne zachowanie zniknie, bo już nie będzie miało podstaw. Wtedy odetchniemy z ulgą...

2. Pozwalaj doświadczać konsekwencji.

Nie zawsze jednak jesteśmy w stanie dotrzeć do przyczyn, albo poradzić sobie z nimi. Są też sytuacje, w których wsłuchiwanie się w emocje i rozmowa nie są najlepszym rozwiązaniem.

Kiedy dziecko robi coś niebezpiecznego, dla siebie lub dla innych, najpierw reagujemy. Łapiemy wbiegającego pod samochód Stasia. Potem oczywiście tłumaczymy, ale jeśli mimo rozmów Staś wciąż wybiega na ulicę, wprowadzamy konsekwencje.
Najlepsze są konsekwencje naturalne. Takie, które w prosty sposób wynikają z zachowania. Bijącego Jasia przytrzymujemy i uniemożliwiamy mu krzywdzenie innych. Kasię, która zamiast się uczyć do klasówek gra na komputerze, pozbawiamy komputera. W przypadku Stasia, nie czekamy oczywiście na to, aż samochód go w końcu potrąci. Zamiast tego Staś wędruje na spacerze prowadzony za rękę.

Są też sytuacje, w których konsekwencje pojawiają się same. Dziecko nie zjadło i jest głodne. Nie nauczyło się do klasówki i nie umie. Zapomniało zabawki, więc mu smutno i płacze. Niestety, zbyt często za te problemy odpowiedzialność biorą rodzice.

- Pilnuj zabawki! - nakazuje mama przed wejściem do przedszkola.
- Nie ma... zgubiłem! - płacze maluch po powrocie do domu.
- Ok, to wrócimy poszukać.

- Ucz się do sprawdzianu, zamiast iść na lody z kolegami!  - prosi tata ucznia.
- Nie nauczyłeś się. Ok, to pouczymy się razem.
Po kilku godzinach ślęczenia nad książką:
- Nadal nie umiesz.. To może nie idź dziś do szkoły. Napiszesz sprawdzian za tydzień.

W ten sposób zabieramy dzieciom szansę dorastania, uczenia się na własnych błędach. Krótkowzrocznie łagodzimy frustracje, a stwarzamy problem na przyszłość. Nasze przyszłe niezahartowane nastolatki w obliczu większych problemów będą bezradne.
 

3. Bądź dobrym wzorem.

Chcesz, żeby dziecko czytało książki - sam czytaj. Chcesz, żeby miało frajdę z nauki, ucz się i ciesz się tym. Niech dziecko widzi co robisz. Włączaj je w swoją aktywność. Wszyscy najlepiej uczymy się z doświadczenia.
Dzieci są jak lustra. Uczą się przez naśladowanie, a potem możemy się w nich przeglądać. Czasem z przyjemnością, a innym razem wręcz przeciwnie. Dzięki temu łatwiej zobaczyć swoje słabości, złe nawyki i z nimi pracować. O ile oczywiście starczy nam odwagi, żeby zobaczyć, że to my nauczyliśmy dziecko tego, co teraz tak bardzo nam przeszkadza. Stąd rodzicielstwo, to przede wszystkim praca nad sobą. Wszak wszyscy wiemy, że szczęśliwi rodzice wychowują szczęśliwe dzieci.
 

4. Poświęcaj czas.

Brzmi banalnie, ale mimo to jestem pewna, że warto powtórzyć. Jeśli ja dziś nie będę mieć czasu dla mojego dziecka, ono jutro nie będzie miało go dla mnie. Jeśli nie będzie mnie widywać na co dzień, to nawet, jeśli będę człowiekiem pełnym zalet, nie przekażę ich dalej. Bez spędzania razem czasu, nie stworzymy dobrej relacji, nie usłyszymy o problemach, nie będzie nas wtedy, kiedy będziemy potrzebni.
Większe mieszkanie, lepsze ciuchy, nowy iPhone,  nie uszczęśliwią dziecka tak, jak obecność rodziców. Rodziców, którzy cieszą się z bycia z dzieckiem.
 

Pisałam już tu  kiedyś o książce "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały..." Faber, Mazlich. Wciąż bardzo gorąco ją polecam. Można tam znaleźć przykłady zarówno na empatyczne słuchanie, jak i na stosowanie konsekwencji. Jest też wersja dla rodziców nastolatków "Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały.  Jak  słuchać, żeby z nami rozmawiały." Tytuł mówi sam za siebie.

Na koniec życzę nam wszystkim: nie szukajmy "szybkich fixów", tylko sposobów na lepszy kontakt ze sobą i z innymi. Reszta przyjdzie sama.