Kary i nagrody – skutki. Także uboczne.

"Mówiłem Ci, że nie wolno bić słabszych" mówi tata z dowcipu wyciągając synka z piaskownicy. Moc swoich słów podkreśla (przekreśla?) wymierzając klapsa. Absurdalność tej sytuacji jest oczywista. Dla coraz większej liczby rodziców negatywne skutki klapsów też są oczywiste. Na szczęście. Jednak samo odrzucenie fizycznej przemocy to nie wszystko. Trzeba poszukać alternatywnych metod.

Skoro nie siłą, to jak? Jak nauczyć dzieci, że nie wolno bić i gryźć? Jak nauczyć zachowań, które uważamy za pozytywne? Jak wpoić zasady? Jestem gorącą zwolenniczką rozmowy, uważnego kontaktu z dzieckiem, modelowania i naturalnych konsekwencji, ale dziś jeszcze nie o tym. Dziś o karach i nagrodach. Bo to one są powszechnie stosowaną metodą wychowawczą.

Jakie są skutki kar i nagród?

  1. Przynoszą szybki efekt. Dzieci, aby uniknąć kary, albo zasłużyć na nagrodę, robią to, co chcemy, aby robiły, lub odwrotnie - nie robią tego, czego nie chcemy.
  2. Nie musimy poświęcać wiele czasu na tłumaczenia, rozmowy, dochodzenie do wspólnych rozwiązań.
Czyli same plusy?  Chyba jednak nie. Przyjrzymy się skutkom ubocznym.

Tym, które pojawiają się, mimo, że wcale ich nie planujemy. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że nierozerwalnie łączą się z naszymi działaniami. Nie mamy instrukcji użycia kar i nagród z katalogiem i możliwą częstotliwością "powikłań". Jednak jeśli zastanowimy się nad tym, co wynika z naszych działań na dłuższą metę, łatwo można stworzyć coś na kształt przestrogi.
 

Skutki uboczne kar

  1. To czym nagradzamy, lub co zabieramy w ramach kary, staje się dobrem pożądanym. Częste nagrody to: słodycze, zabawki, więcej czasu przy mediach i odpowiednio kary: ograniczenie mediów, słodyczy, nie kupienie kolejnej rzeczy. W związku z tym, czego dziecko będzie pożądać jeszcze bardziej? Nie czasu na wspólną zabawę, tylko grania w gry komputerowe. Będzie chciało więcej rzeczy i więcej słodyczy. Kiedy już będzie nastolatkiem uwarunkowania będą na tyle silne, że mamy szansę na walkę z nadwagą dziecka i brakiem kontaktu z naszą latoroślą.
  2. Jeśli karzemy np. pracą, albo nauką, stopniowo rozwijamy u dziecka przykre skojarzenia związane z tymi czynnościami. A to z pewnością nie jest skutek, jaki chcielibyśmy osiągnąć. Z dwojga złego już lepiej odebrać przyjemność (ale nie cukierka, tylko np. wspólne czytanie).
  3. Stosując kary i nagrody uczymy dziecko zachowywać się właściwie, wtedy, kiedy rodzic, czy nauczyciel patrzy. Zasady nie stają się wewnętrznym kompasem dziecka. Są czymś narzucanym i kontrolowanym z zewnątrz. Kiedy kota nie ma, myszy harcują. Oczywiście w etapach rozwoju moralnego, dzieci najpierw zachowują się zgodnie z normami po to, aby przypodobać się dorosłym, ale stopniowo uwewnętrzniają normy. Kary i nagrody nie pomagają im w tym niestety. Raczej uczą oportunizmu. A potem w szkole trzeba płacić za oceny, bo bez tego dziecku nie chce się uczyć. Nie opłaca mu się. Przyzwyczaiło się do nagród za właściwe zachowanie. To skoro rodzicowi zależy na dobrych stopniach...
  4. Rozwija się poczucie akceptacji warunkowej. "Mama mnie kocha, kiedy się dobrze zachowuję. Jeśli popełnię błąd, będzie ze mnie niezadowolona."  Dorośli osądzają dziecko, a nie rozumieją i wspierają. Jaki to ma wpływ na relacje, łatwo sobie wyobrazić, jeśli pomyślimy, że to nasz mąż codziennie wystawiałby nam punkty za dobrze lub źle ugotowany obiad, zrobione zakupy, zajęcie się dziećmi, podlanie kwiatów, czy cokolwiek innego.
  5. Kiedy oceny rodziców, zależą od ich samopoczucia, dziecko traci poczucie bezpieczeństwa. Za to samo zachowanie raz dostanie karę, innym razem nikt tego nie zauważy. Skoro nie wie co je czeka, może stać się spięte i nerwowe.  
  6. Czasem uczy się, że nie warto się starać. Skoro już zasłużyłem na karę, to teraz już hulaj dusza, piekła nie ma! Czasem rodzice posuwają się do eskalacji kar, ale nie można tego robić bez końca. "Nie będziesz oglądał telewizji przez 3 miesiące!!!" Dziecko z czasem zaczyna widzieć naszą bezradność i wtedy skuteczność kar dramatycznie spada.
  7. Kary nie uczą refleksji nad sytuacją. Dzieci nie zastanawiają się dlaczego jakieś zachowanie jest niewłaściwe, jak może czuć się uderzony kolega. Tracą wspaniałe możliwości do rozwoju empatii, logicznego myślenia. Uczą się reagować jak pies Pawłowa. A przecież są kimś zdecydowanie więcej :-)
Niechciane zachowania dzieci mają bardzo różne przyczyny. Jeśli ich nie znajdziemy, samo warunkowanie kijem lub marchewką problemu nie rozwiąże. Ma przy tym tyle wad, że naprawdę warto spróbować inaczej. Jak? O tym następnym razem. A może ktoś z Was ma sprawdzone metody i chciałby się podzielić?