Jak zachęcić dziecko do sprzątania?

W domu dramat. Książki, ubrania, zabawki, wszystko leży, gdzie popadnie. Bałagan irytuje, męczy, zmusza do działania. Przechodząc do kuchni rozgarniasz rzeczy nogą, podnosisz swoją bransoletkę, która nie wiadomo skąd się tu wzięła i próbujesz sobie przypomnieć, jak to było w czasach przed dziećmi. Masz już dość odkładaniem rzeczy na miejsce, proszenia o pomoc, upominania i awantur, którymi się to często kończy. Chcesz odzyskać utraconą przestrzeń, ład i spokój, ale czy to w ogóle możliwe?



Kiedy dzieci są małe robimy wszystko sami. Potem staramy się je nauczyć odkładania zabawek na miejsce, ścierania kurzy, ścielenia łóżka i wszystkich tych niezbędnych, ale nudnych czynności. Niestety efekty bywają marne. Co robić, żeby było lepiej?

Kiedy zacząć?

Jak najwcześniej. Już z maluszkiem możemy sprzątać razem pokój po zabawie, wstawiać pranie, zetrzeć kurze. Potem stopniowo przekazujemy dziecku odpowiedzialność za dbanie o swoją przestrzeń, a następnie o część wspólną.

Co robić?

    Samemu dbać o porządek, aby dzieci brały z nas przykład.  Kiedy odkładamy rzeczy od razu na miejsce i dbamy o czystość, wtedy maluch patrzy jak my to robimy i uczy się w najprostszy i najbardziej skuteczny sposób, przez modelowanie.  Przy okazji tworzymy też środowisko, które staje się dla dziecka normą. Potem dąży ono do standardu, do jakiego się przyzwyczaiło. Oczywiście nie od razu, ale to konieczny początek.
    A co zrobić, jeśli tylko jednemu z rodziców zależy na czystym domu, a drugiemu już nieco mniej?  Cóż, bez współpracy będzie trudno. Ustalenie czego oczekujemy od siebie nawzajem, kto jakie obowiązki wykonuje w domu i konsekwentne trzymanie się ustaleń wydaje się niezbędne. Bo jeśli tylko mama sprząta, to czego nauczy się "córeczka tatusia"? Wiadomo.  Może wizja córki zbierającej w przyszłości skarpety męża, skutecznie zmobilizuje tatę do zajęcia się swoimi brudnymi ciuchami (i nie tylko).
    Rozmawiać i pokazywać dlaczego porządek się po prostu opłaca. Kiedy wszystko ma swoje miejsce i nie zalega pod nogami, łatwiej znaleźć to, czego się szuka, rzeczy nie niszczą się i nie gubią. W codziennych sytuacjach wspominajmy, jak bardzo porządek pomaga także nam - wiemy gdzie leżą klucze, zapas chusteczek, syrop na kaszel. Tłumaczmy, że lepiej odkładać rzeczy od razu na miejsce niż tracić na to pół soboty, a kiedy faktycznie bałagan się nagromadzi, zrezygnujmy z sobotniej przyjemności na rzecz sprzątania pokoju.
    Ułatwić utrzymanie porządku. Czasem problem jest czysto techniczny - brak półek, miejsca w szafie, regału na książki. W takiej sytuacji oczyścić przestrzeń i zacząć od nowa pomogą wspólne porządki, znalezienie miejsca na zalegające pod ścianami książki, dokupienie ładnych pudełek.

    Wprowadzić element humoru i zabawy. Możemy przy sprzątaniu słuchać ulubionych piosenek i np. podśpiewywać "Ahoj! Szorujmy pokład!" -  z bajki grajki o Robinsonie Crusoe (od 8 minuty)

    https://www.youtube.com/watch?v=S69ADg8eCt8


    Ustalić co to konkretnie znaczy posprzątany pokój, tak, aby dziecko wiedziało czego od niego oczekujemy. Na początku sprzątamy razem, uczymy, a kiedy jest już jasne co i jak należy robić, przekazujemy odpowiedzialność.
    Pozwolić odczuć konsekwencje. Kiedy zrobiliśmy już wszystko co powyżej, a efektów nie widać, możemy się oddalić na z góry upatrzone pozycje i dać działać prawu przyczyny i skutku. Jeśli coś się zgubi, zniszczy, nie szukajmy za młodego człowieka, nie odkupujmy, nie naprawiajmy. Kiedy dziecko doświadczy konsekwencji swojego zachowania zobaczy, że jednak warto się postarać. Bo po co odkładać podręcznik na miejsce, jeśli mama i tak zawsze znajduje go za mnie? Ale jeśli nie można go znaleźć, gdy jest potrzebny i długie poszukiwania sprawiają, ze nie ma czasu na wieczorne czytanie książki, to następnym razem jest większa szansa, że trafi do plecaka zamiast na podłogę.
    Tu oczywiście potrzebna jest cierpliwość rodzica. Spokojne sączenie herbaty i obserwowanie jak bałagan narasta a potomstwo się frustruje.  I to jest w całym procesie najtrudniejsze.
     A co z resztą domu?

    Tu bałagan utrudnia życie także innym, dlatego potrzeba dodatkowych działań. Jakich - to już zależy od pomysłowości członków rodziny. W czasie rodzinnej narady na temat problemu rosnącego bałaganu można wymyślić wspólnie rozwiązania. Co będziemy robić, żeby było dobrze i jakie będą konsekwencje nie wywiązywania się z ustaleń. Może np. "czarny wór", który pochłania wieczorem wszystkie pozostawione na wierzchu rzeczy i wypluwa je dopiero w sobotę wieczorem?

    W całym procesie jak zwykle bardzo istotna jest forma komunikacji. Możemy mówić "jak zwykle zostawiłaś ten mokry ręcznik na moim fotelu" albo "ręcznik moczy mi fotel". Ale to już osobny temat. Lepszej komunikacji można się nauczyć np. z książki "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" o której pisałam już kiedyś tu.

    A jakie są Wasze sposoby na bałagan?