Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

Deszczowe dni, spadające liście, nadchodzące zaduszki i głęboki głos Lany del Ray powtarzający jak mantrę słowa: "cause you and I, we were born to die" nie pozostawiają wyboru, czas napisać o śmierci.

Dzieci bardzo wcześnie się nią interesują. Już w przedszkolu zabijają w grach przeciwników, liczą ile im jeszcze żyć zostało, "strzelają" do przyjaciół w czasie zabawy, a nawet potrafią "skazać na karę śmierci" kolegę który zniszczył im wieżę z klocków. Ich rodzice jednak często boją się poruszać ten temat. Omijają bajki w których występują sierotki i macochy, mówią, że babcia wyjechała, a nie umarła, a zmarłą świnkę morską zastępują szybko nowym zwierzątkiem.

A o śmierci z dziećmi też można i należy rozmawiać. Tylko kiedy i jak?




Kiedy?


Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. W zależności od indywidualnych predyspozycji i doświadczeń każdy dojrzewa w swoim tempie. Dlatego najlepszą metodą jest być blisko dziecka, słuchać, obserwować i odpowiadać na pytania które się pojawiają. Nie zawsze są one bezpośrednie, czasem maluch zaczyna bawić się w umieranie, strzela z broni zbudowanej z klocków, albo opowiada o śmierci babci koleżanki. To jest dobry moment, żeby dowiedzieć się co on o tym myśli, jak się z tym czuje, czy coś chciałby wiedzieć więcej. Nie róbmy od razu wykładu, bo może się okazać, że zupełnie nie trafiliśmy w oczekiwania. Tak jak znajomy tata, który na pytanie pięcioletniego synka "a ja skąd się wziąłem tato?", opowiedział mu dokładnie o tym, skąd się biorą dzieci. Na to Krzyś rzucił znudzony, "Ale nie tato! Z jakiego miasta?".
Od wieku przedszkolnego czytać książki dla dzieci, w których śmierć w jakiś sposób się pojawia. Nie trzeba specjalnie szukać, mamy nie tylko bajki i baśnie z sierotkami, ojczymami itd. We współczesnych książkach też są adoptowane zwierzątka, gąska, która nie wie, że lisek idzie zjeść ją na obiad itd. Jeśli dziecko do tego tematu w jakiś sposób nawiąże zaczyna się rozmowa.
Sami podejmujemy temat, jeśli umrze ktoś znajomy. Wtedy mówimy w prostych słowach, dostosowanych do dojrzałości dziecka, co się stało, wyjaśniamy przyczyny, odpowiadamy na pytania i akceptujemy emocje. 
Percepcja śmierci zmienia się z wiekiem i dojrzałością dziecka, maluchy nie rozumieją jeszcze jej nieodwracalności, ta świadomość pojawia się zwykle około szóstego roku życia.
Reakcje dzieci niezależnie od wieku mogą być bardzo różne. Smutek, rozpacz, tęsknota, mogą pojawić się z opóźnieniem, wybuchać nagle i nagle znikać, mogą być wyrażane gwałtownie lub ukrywane. Często emocje nie są ujawniane bezpośrednio, a poprzez zmienione zachowanie czy chorobę. Ważne, abyśmy towarzyszyli dzieciom w ich przeżyciach, potwierdzali, ze to co czują jest normalne, zachęcali je do otwartego wyrażania emocji, dawali swoje oparcie.  Jeśli sami jesteśmy w żałobie i  nie jesteśmy w stanie wesprzeć dziecka, warto poprosić kogoś bliskiego o pomoc w najtrudniejszym okresie. Nie kryjmy jednak swoich emocji przed dzieckiem. Jeśli my się do nich przyznamy, jemu też będzie łatwiej.
Niektóre dzieci obwiniają siebie o śmierć bliskiej osoby. To naturalna reakcja związana z dziecięcym egocentryzmem. Nie bójmy się jej, tylko podkreślmy, że dziecko nie jest odpowiedzialne za to, co się stało i wyjaśnijmy prawdziwe przyczyny.
Czasem dzieci bawią się w pogrzeb, czy umieranie. Te zabawy mają dla nich funkcję terapeutyczną, pozwalają oswoić trudne doświadczenia, więc nie powinniśmy ich ograniczać.

Jak?

  • otwarcie - nie unikać tematu, dać oparcie i pewność, że o trudnych sprawach też chcemy rozmawiać, że nie ma tematów tabu. Wtedy dziecko będzie się czuło bezpiecznie i przyjdzie po pomoc w razie potrzeby.
  • szczerze mówić co wiemy, a jeśli nie wiemy, otwarcie się do tego przyznać. Opowiadać w co wierzymy, jakie są nasze poglądy na śmierć, duszę itd. 
  • bezpośrednio nie używać określeń zastępczych, nie mówić, że babcia usnęła, wyjechała, tylko umarła.
  • nazywać emocje, tak jak w przypadku wszystkich innych trudnych tematów, to bardzo ważny element.
  • uważnie słuchać, pytać, żeby wiedzieć czego dziecko potrzebuje, jak się czuje, aby nasze odpowiedzi były adekwatne do potrzeb.
Jeśli nam trudno, możemy wspomóc się książką. Wybór jest całkiem szeroki. Poniżej kilka przykładów, ale szerzej o nich już w innym poście.

"Jesień liścia Jasia" Leo Buscaglia,
"Gęś, śmierć i tulipan" Wolf Erlbruch
"Życie, co to takiego" Oscar Brenifier
" W pogoni za życiem" Przemysław Wechterowicz
"Czy umiesz gwizdać Joanno" Ulf Stark
"Mój dziadek był drzewem czereśniowym" Angela Nanetti
"Maciuś i dziadek" Roberto Piumini
"Chusta babci" Asa Lind
"Esben i duch dziadka" Kim Fupz Aakeson
a z klasyki
"Bracia Lwie serce" Astrid Lindgren.

Najważniejsza jest akceptacja uczuć, dawanie oparcia i towarzyszenie dziecku w zdobywaniu wiedzy o świecie, także tej trudnej.