Jak i po co uczyć dzieci samokontroli?

Smakowite, błyszczące lukrem ciastko pyszni się na talerzu. Za stołem przedszkolak wbija wzrok w ulubiony słodycz. Ślina zbiera się w ustach, zapach drażni nozdrza. Ale... dziecko nadal siedzi i nie wyciąga ręki. Dlaczego? Bo bierze udział w eksperymencie. Może zrobić to,  na co tak bardzo ma ochotę, czyli zjeść ciastko. Jednak jeśli poczeka na powrót badacza, który zaraz wyjdzie z pokoju i wróci za ok. 20 minut, dostanie drugi słodycz w nagrodę za wytrwałość. Co zrobi? Pierwsze dziecko pochłania ciastko zanim dorosły wyjdzie. Kolejne wącha, nadgryza, liże lukier. Jeszcze inne patrzy w drugą stronę, potem zamyka oczy. Niektóre wytrzymują całe dwadzieścia minut. Wtedy wraca badacz i  zgodnie z obietnicą wręcza premię wytrwałym.

 
Test Marshmallow, bo o nim mowa,  przeprowadził po raz pierwszy w latach 60-tych XX w psycholog Walter Mischel, dziś profesor Uniwersytetu Columbia. Od tego czasu badał samokontrolę przez 50 lat.  Dowiódł jak umiejętność odraczania gratyfikacji przekłada się na funkcjonowanie w życiu. Wnioski są fascynujące.
 
Okazuje się, że dzieci, które dłużej czekają, potem jako dorośli:
  • bardziej wytrwale dążą do odległych celów,
  • rzadziej sięgają po niebezpieczne używki,
  • są lepiej wykształceni,
  • maja niższy wskaźnik masy ciała,
  • są bardziej odporni emocjonalnie,
  • lepiej radzą sobie z problemami interpersonalnymi,
  • ich związki są trwalsze.
 
To co? Testujemy dzieci i wpadamy w euforię albo depresję? Oczywiście nie. Test można zrobić, ale pewnie większość rodziców i bez niego jest w stanie stwierdzić, czy ich dziecko potrafi czekać. Jeżeli tak, to świetnie, wiemy już, że świetlana przyszłość przed nim.  Jeśli nie, nie załamujemy rąk, bo okazuje się, że nie wszystko zależy od genetyki. Siłę woli można kształtować!
 
Jak? 
  • wspierać autonomię dziecka w rozwiązywaniu problemów, wierzyć, że da radę, zamiast je kontrolować lub wyręczać. Kiedy Jaś samodzielnie robi pierwsze w życiu ciasto i nie wszystko idzie jak po maśle, nie wyrywamy się z pomocą. Pijemy herbatę i cieszymy się głośno na nadchodzący deser. 
  • pozwolić doświadczać konsekwencji działań. Jeśli Kasia w złości rzuca swoim ulubionym kubkiem o podłogę i kubek się tłucze, nie odkupujemy go. Rozumiemy, że każdy może się zezłościć, ale nie chronimy przed konsekwencjami zachowania. Może następnym razem wyrazi złość w mniej destruktywny sposób.
  • wspólnie odkrywać punkty zapalne, czyli sytuacje, które powodują, że dziecko reaguje w sposób, którego później żałuje. Może trudno mu się oprzeć pączkom w sklepiku szkolnym, albo od lekcji odrywa ją leżąca obok kostka Rubika. Kiedy już wiadomo co sprawia, że dziecko objada się, rozprasza, wybucha złością itp., wtedy można przejść do kolejnego punktu.
    • opracować plany jeżeli ... to... np. kiedy zobaczę pączka w sklepiku szkolnym, pójdę zjeść pyszną kanapkę, którą przyniosłem z domu; albo kiedy zobaczę kostkę Rubika, odłożę ją do szafki i zacznę układać dopiero po skończeniu lekcji. Na początku można o tych planach dziecku przypominać, aż, dzięki regularnemu stosowaniu, staną się automatyczne.
      • nauczyć zmieniania perspektywy czasowej z teraz na później, np. zamiast "jaka pyszna jest ta pianka, jak miło byłoby zjeść ją już teraz" może być np.: "jak miło będzie zjeść dwie pianki za 20 minut i pochwalić się rodzicom, że się udało" albo "jakie to będzie przykre, kiedy mi się nie uda i nie dostanę drugiej pianki". Aby przyszłość była wystarczającą motywacją trzeba ją "podgrzać" wyobrazić sobie tak, jakby rozgrywała się tu i teraz. Warto też ochłodzić teraźniejszość, czyli np. patrząc na smakołyk wyobrazić sobie go w ramce, jako obrazek.
        • nauczyć patrzeć z perspektywy "muchy na ścianie" - zamiast zanurzenia we własnych odczuciach, patrzymy na sytuację z boku, oczywiście najpierw po dłuższym czasie, kiedy emocje już opadną. Ta perspektywa pozwala , zastanowić się nad emocjami i motywacjami innych, nie tylko swoimi, zmienić postrzeganie sytuacji i w przyszłości zareagować w lepszy sposób.
        • zaszczepić przekonanie, że wykonanie trudnych zadań dodaje energii zamiast ją wyczerpywać, że siły i wytrzymałość samoistnie się odnawiają. Takie podejście chroni przed tzw. zmęczeniem woli obserwowanym po wysiłku. Dzięki temu przekonaniu, łatwiej będzie dziecku przygotowywać się do kolejnych klasówek. A za kilkanaście lat, po dniu pracy, zamiast zalec na kanapie z piwem, pójść pobiegać, albo pobawić się z naszym wnukiem.
        • modelować pożądane zachowania. To z naszego zachowania dzieci uczą się najwięcej, z obserwacji jak my - rodzice, nauczyciele - radzimy sobie z trudnymi sytuacjami. Czy panujemy nad sobą czy nie, jak wytrwale dążymy do celu, jak wysoko stawiamy sobie poprzeczkę. Jeśli potrafimy czekać, dziecko będzie próbowało zrobić to samo, jednak nasze sposoby nie zawsze są widoczne gołym okiem. Dlatego poprzednie punkty mogą pomóc malcowi znaleźć odpowiedź na pytanie "jak?"

        Dla dociekliwych polecam książkę "Test Marshmallow, czyli o pożytkach płynących z samokontroli" Waltera Mischela. Można dowiedzieć się więcej o tym jak i po co rozwijać samokontrolę dziecka i ... swoją. Mnóstwo wiedzy w bardzo przystępnej i użytecznej formie. Polecam serdecznie!

        A może ktoś z Was już ją czytał i zechce dodać swoje zdanie? Albo macie inne refleksje na temat samokontroli? Z radością przeczytam :-)