Czy nagradzać za "bycie dzielnym"?

Pytanie od pani Agnieszki i jej znajomych mam: Czy obiecywać nagrodę za bycie dzielnym - u lekarza, na pobieraniu krwi itd.?

Przyznam szczerze, że nigdy nie przyszło mi do głowy, aby nagradzać tak moje dzieci. Może dlatego, że nie mam wspomnień, w których za bycie dzielną dostawałam jakiś prezent. Może dlatego, że moje dzieci nie miały zbyt wielu zabiegów medycznych, które były na tyle trudne, aby pojawiła się potrzeba ich "osładzania". Widzę jednak, że to powszechna dziś praktyka. U dentysty czeka kosz drobiazgów - można sobie coś wybrać po wizycie, u lekarzy co najmniej naklejka "Dzielny pacjent". Maluchy (i nie tylko) chętnie biorą zabawkę, przyklejają naklejkę, biorą drugą dla siostry, żeby jej nie było smutno... Moje oczywiście także :-)

Zatem parę skojarzeń na temat...

Nasze współczesne dzieci dostają tak dużo rzeczy, że raczej staram się ich podaż ograniczać. Nie chciałabym, aby oczekiwali prezentów częściej niż na urodziny i pod choinkę. Pozostałe są spontaniczne i wyjątkowe. Nie znaczy to, że bardzo rzadkie, ale nie takie zrytualizowane, których się oczekuje i których brak jest rozczarowaniem. Częste prezenty cieszą tylko przez chwilę, a potem dziecko czeka na następne. Zamiast bawić się klockami, szuka w katalogu co z tej serii zamówić jeszcze u rodziców czy dziadków. Rzeczy zamiast być użyteczne są kolekcjonowane. Wychowujemy przyszłych konsumentów z nieograniczonymi potrzebami. Kiedy dziecko wyjdzie z domu i nie będzie zarabiać kokosów frustracja gotowa. Tylko jak ją osłodzić?
Może czymś słodkim? Cukierek za to, że było: dzielne / grzeczne / zjadło zupę itd. Tylko co z tego wynika na przyszłość? Kiedy nasze maleństwo będzie już całkiem dorosłe może wciąż szukać pocieszenia, albo nagrody w słodyczach, tu efekt wiadomy. Ale ta wizja jeszcze odległa, więc spójrzmy na szkoły - ile jest dzieci z nadwagą w pierwszych, ile w kolejnych klasach.  Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia nasze dzieci są w czołówce najgrubszych na świecie. Wśród jedenastolatków jesteśmy na 7 miejscu, ale liczba dzieci z wagą ponad normę rośnie szybciej niż w innych krajach. W szkole mojej córki jest już 4 dzieci z cukrzycą. Czy ktoś z nas pamięta kolegę diabetyka w podstawówce? Oczywiście nie wszystko zależy od cukierka za bycie dzielnym, ale jego wpływ warto zauważyć.
Zatem nie rzeczy, nie słodycze, to co? Czy w ogóle coś? Czego potrzebuje dziecko, aby "być dzielnym"? Pierwsze i najważniejsze co przychodzi mi do głowy to wiara rodzica, że ono sobie poradzi. Nasze przekonanie, które dziecko czuje intuicyjnie, widzi w sposobie w jaki je traktujemy. W tym, jak reagujemy, kiedy spotyka je coś trudnego. Nasza wiara staje się stopniowo jego przekonaniem.

Druga rzecz to chwalenie opisowe "w czasie pobierania krwi siedziałeś spokojnie, nie płakałeś, chociaż mówisz, że bolało. Możesz być z siebie dumny!" albo "usiadłaś spokojnie na fotelu dentystyczny, chociaż się bałaś. To się nazywa odwaga!".  Takie komunikaty rozwijają pewność siebie, świadomość własnych możliwości i umiejętności. Młody człowiek stopniowo uniezależnia się od opinii innych na swój temat, sam już wie, co potrafi. Mniej szuka akceptacji i gratyfikacji na zewnątrz. Stopniowo znajduje je w sobie.

A małe przyjemności? Jasne! Czasem ciastko, cukierek czy nowy zestaw klocków przyniosą radość wszystkim. Czasem uczcimy coś idąc na lody, a innym razem na wyjątkową wycieczkę, albo na super basen, zrobimy sobie SPA w domu z mamą  itd. Pomysłów jest wiele, każda rodzina może mieć pulę swoich ulubionych. Wspólnie spędzony czas, rodzinne przyjemności,  świętowanie osiągnięć, to wszystko dodaje smaku życiu. Oby nie tylko był on słodki :-)